bip

Silesia wraca z Krakowa wraca z tarczą.



Spotkanie 15. kolejki I ligi kobiet pomiędzy AZS UEK i Silesią, na prośbę krakowskiej drużyny, zostało rozegrane w piątek. Niewiele brakowało, a Silesia na mecz spóźniłaby się. Wszystkiemu winne były... korki na krakowskich ulicach.

Mecz rozpoczął się od wymiany ciosów. Rozgrywające obydwu drużyn dawały swoim koleżankom szansę na rozegranie się w ataku. Taki obraz gry trwał do stanu 6:6, kiedy to trzy punkty z rzędu zdobyły przyjezdne. Co prawda po czasie, o który poprosił trener Tomasz Klocek, krakowianki zdołały zablokować atak Barbary Furtak, jednak w kolejnych akcjach to przeciwniczki były górą. Podopieczne trenera Sebastiana Michalaka postawiły na trudną zagrywkę, dzięki czemu wywołały chaos w poczynaniach krakowskiej drużyny. Na nic zdała się zmiana na pozycji libero w Skawie, gdzie młodą Lucynę Reptak zastąpiła mająca na swoim koncie występy w ekstraklasie Monika Sroga (panieńskie nazwisko - Targosz) oraz dobra gra rozgrywającej - Iwony Kuskowskiej. Nieporadność w grze gospodyń wykorzystały zawodniczki Silesii, które prowadzone przez Magdalene Olszówkę oraz Barbarę Furtak utrzymywały sześciopunktową przewagę (14:8, 18:12), by w końcówce powiększyć ją do 8 punktów. Seta kiwką tuż za blok zakończyła Ksymena Wysocka, ustalając wynik na 25:17.

Już od początku drugiej partii „Ekonomistki" chciały pokazać się od lepszej strony. Po zagrywkach Sandry Biernatek wyszły na prowadzenie 3:0. Co prawda przyjezdne zdołały się zbliżyć na jeden punkt (4:5), jednak krakowianki nic z tego sobie nie robiły, kontynuując dobrą grę. Zaskoczone takim obrotem wydarzeń podopieczne Sebastiana Michalaka zaczęły popełniać proste błędy. Sytuację wykorzystały gospodynie, które prowadzone przez Karolinę Surmę oraz Kingę Hatalę powiększały przewagę. Po ataku tej pierwszej jej drużyna prowadziła już 21:14. Co prawda Silesia odrobiła kilka punktów (19:24), jednak po ataku Kingi Hatali, schodziły z boiska pokonane.

Kolejny set co prawda rozpoczął się od wyrównanej gry, ale trwała ona jedynie do stanu 4:4. Ciężar gry na swoje barki w krakowskiej ekipie wzięła Kinga Hatala, która w tym meczu wystąpiła na pozycji atakującej. Po jej punktowej zagrywce na tablicy widniał już wynik 9:5, a szkoleniowiec przyjezdnych zmuszony był poprosić o czas. Na niewiele jednak to się zdało, bo wciąż znakomitą grą popisywała się Hatala, wspomagana przez Magdę Żochowską. Po drugiej stronie siatki próbowała przeciwstawić im się Iwona Kandora, jednak skrzydłowa Silesii myliła się bardzo często. Kiedy na tablicy widniał wynik 17:11 dla gospodyń, wydawało się, że jest już po secie. Wtedy o czas poprosił trener Michalak. To, co powiedział swoim podopiecznym na przerwie, zapewne pozostanie tajemnicą, niemniej po powrocie na boisko Silesia zaczęła odrabiać straty. Najpierw wykorzystywały błędy krakowianek zdobywając trzy punkty z rzędu, a następnie dzięki znakomitym zagrywkom Karoliny Bojdak krakowianki zupełnie nie potrafiły nawiązać walki. Do zwycięstwa w partii drużynę ze Śląska poprowadziła Kandora, która kończyła wszystkie piłki posyłane do niej.

Od początku czwartego seta warunki gry dyktowały przyjezdne, które nie pozwalały UEK na rozwinięcie skrzydeł. Po znakomitych zagrywkach Kandory Silesia wyszła na prowadzenie 14:6 i dzięki jej znakomitej grze w ataku, wraz z Bojdak, utrzymywały przewagę niemal do końca partii. W końcówce pierwsza z tej pary zaczęła popełniać błędy, przez co krakowianki zdołały odrobić część strat (16:20), jednak po kiwce Justyny Ordak spotkanie zakończyło się wygraną podopiecznych trenera Michalaka.

Eliteski Skawa AZS UEK Kraków - Silesia Volley 1:3
(17:25, 25:19, 23:25, 20:25)


źródło: siatka.org
autor: Marzena Czernek